środa, 15 sierpnia 2012

Kingston Upon Thames


Teraz troszkę o miejscu, w którym mieszkam. Pewnie powinnam umieścić ten post na początku, ale takie trzymanie w niepewności oraz podsycanie ciekawości też ma swój urok.:)

Kingston Upon Thames to dzielnica Londynu, ale właściwie miasteczko, bo wcale nie czuć wielkomiejskiego klimatu, a o łączności z aglomeracją świadczy chyba tylko tylko sieć autobusów Transport For London. Jest położona niedaleko Wimbledonu oraz Surbitonu, nie można tu dojechać bezpośrednio metrem, należy przesiąść się na Wimbledonie, Vauxhall lub Waterloo i jechać już dalej pociągiem. Tak naprawdę, poruszając się po Londynie, gdziekolwiek nie jadąc, warto mieć ze sobą mapę, która zawiera zarówno stacje metra, jak i sieć pociągową, ponieważ one się tak naprawdę uzupełniają. Kiedy byłam tu za pierwszym razem, dysponowałam mapą albo jednego albo drugiego i trudno mi było skoordynować poszczególne przesiadki, ale teraz już nie mam z tym problemu. 



O, tutaj mieszkam :)



Bardzo częstym motywem na pocztówkach z Kingston są te przewrócone budki.
Fajnie wyglądają, nie? :)


Ślad po Igrzyskach został tylko w postaci chorągiewek. U nas odbył się wyścig kolarski :)




Obowiązkowym punktem programu w Anglii są jajka na bekonie. Mmmm...









Z moim Ukochanym Chłopakiem :)
Dokąd jedziemy? O tym będzie w następnym poście!



poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Kingston Food Festival



Jeszcze nie pokazywałam miasteczka, w którym mieszkam. :) Właściwie to dzielnica Londynu, ale o dokładnym położeniu napiszę w następnym poście. Póki co, przedstawiam Wam Kingston Upon Thames od rozrywkowej strony, gdyż właśnie wczoraj odbył się tu Kingston Food Festival. Postanowiłam wyjśc poza mój chronologiczny schemat i opisać to dzisiejsze wydarzenie. Kingston to urocze miejsce, tym bardziej więc się cieszę, że mam przyjemność je przedstawiać, gdy odbyła się tu tak wielka jedzeniowa fiesta. 


Zarówno w sobotę, jak i niedzielę miały miejsce pokazy najróżniejszych przysmaków.
Załapałam się dosłownie na końcówkę, ale za to miałam okazję podziwiać efekt.

Swoje kramy rozstawili sprzedawcy ze wszystkim stron świata, ale dużym powodzeniem cieszyły się tureckie i angielskie przysmaki. Poniżej zdjęcie smakołyków okolicznych piekarzy.

















Jeszcze nigdy nie próbowałam angielskiego puddingu, więc gdy tylko zobaczyłam go na straganie, od razu zamówiłam jeden blok. Pudding znajduje się pod spodem, nie ma wcale niezachwycającego smaku, ale da się zjeść ;) Za to ciasto czekoladowe było przepyszne! Pod koniec imprezy można było kupić 2 bloki ciast za 2 funty, więc cena była naprawdę przystępna.

Tak samo przystępne ceny (£1.5) były na napoje. Ja się skusiłam na  ten przepyszny  sok po zjedzeniu wyśmienitego, ale za to megaostrego kebaba z sosem chilli.


 




czwartek, 9 sierpnia 2012

Portobello Road

Fot. Paweł Modzelewski :) 

Aby dojechać na Portobello Road, drugi najbardziej znany (po Camden Town) rynek ze starociami i wszelkimi innymi atrakcjami, należy wysiąść na Notting Hill Gate. My pojechaliśmy najpierw na Paddington myśląc, że stamtąd będzie bliżej. Pewien angielski gentleman pokierował nas we właściwą stronę. Jednak warto było zapuścić się stację dalej, bo tamtejszy dworzec aż ocieka historią. Główny budynek został oddany w 1854 r., a Anglicy - wiadomo - starają się zachować wszystko, co historyczne, więc i ten dworzec jest w całkiem dobrym stanie. Trochę dziwnie można się poczuć zjeżdżając 3 piętra w dół do stacji. Miałam wrażenie, że jak by się coś stało, to wydostalibyśmy się na końcu. Pod warunkiem że ktoś by sobie przypomniał o tych, co zostali na dole :P Ale to tylko irracjonalne lęki :)


Z przymrużeniem oka.











Z czarną siostrą :)




wtorek, 7 sierpnia 2012

W centrum

Miejsce bardzo dobrze znane wszystkim turystom, punkt spotkań londyńczyków i najbardziej znane skrzyżowanie w Londynie, czyli PICCADILLY CIRCUS.

Fot. Paweł :)



Leicester Square

Stamtąd już niedaleko do Chinatown, gdzie w witrynach powieszone są takie oto smakołyki:

Mniam.





Anglicy nie przesiadują w środku, gdy mają możliwość wyjść na zewnątrz.
Tak jest przed każdym pubem! Zwłaszcza na SOHO ;)


sobota, 4 sierpnia 2012

Kew Gardens 2


Druga część:)







Palmiarnie Kew Gardens naprawdę robią wrażenie, zwłaszcza z góry. Niektóre z nich mają po 150 lat i nieczęste je remontują. Może się nie kołyszą, ale jakoś tak niepewnie się czułam. Należy uważnie czytać ulotkę, gdyż niektóre zamykane są już o godz. 14.00 i zaczyna się sprzątanie.


             


To zdjęcie zamieściłam celowo. Było tak parno, że momentalnie zaparował mi obiektyw.



To nie są sztuczne liście! Jak je zobaczyłam, od razu przypomniała mi się bajka "Calineczka" :)


W Kew podziwiać można wystawę Davida Nasha - w poszczególnych pomieszczeniach znajdują się okazy z danej strefy klimatycznej. To cały świat w jednym budynku!



Rzeźba utworzona z korzeni orchidei.